Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Prey - wybudzić się ze złego snu [nasza recenzja]

To zagranie klasyczne i skuteczne – pozwolić bohaterowi spojrzeć na otoczenie, jakby to był pierwszy raz. Wszystko jest obce, a nasza rola niejasna. Kolejne kroki tylko komplikują sprawę. To się nazywa dobra narracja.

Prey fot. Wydawcy i Producenci
Miła niespodzianka

Mniej więcej po godzinie grania w "Prey" olśniło mnie. Doszedłem do wniosku, że zimna wojna była jednak potrzebna. Że żelazna kurtyna okazała się świetnym wynalazkiem, a rywalizacja i wzajemna niechęć dwóch największych światowych potęg to najlepsze, co mogło spotkać ludzkość.

Ta konstatacja, która każdego innego dnia przybiera w mojej głowie zupełnie odwrotny kształt, trafiła mnie, gdy piętnasty chyba już raz nazbyt wolno nawywijałem francuskim kluczem. Co poskutkowało kolejnym zgonem zaserwowanym przez tzw. Mima.

To pajęczaste coś (nie jestem do końca pewien kształtów, za szybkie to jest) atakuje z zaskoczenia, aby z radością przykleić się do twarzy i pozbawić życia. Skutecznie tym bardziej, że potrafi upodobnić się do otoczenia i czekać cierpliwie, aż zdecydujesz się zbliżyć.

Podnosisz więc kubek, który tak naprawdę kubkiem nie jest, ale orientujesz się w tej całej zawiłości materii odrobinę za późno. Mim jest szybki, jak zdążyłem już zauważyć, rach-ciach i znów można chwilę pozachwycać się czcionkami na ekranie ładowania. To ostatnie mówię akurat całkiem poważnie – czcionki w "Prey" (zawodowe zboczenie) są cudowne jak zresztą cała wizualizacja stacji kosmicznej Talos I, ale o tym później.

Prey fot. Wydawcy i Producenci
Na razie wróćmy do zimnej wojny. Otóż historia, która stoi za „Prey”, wygląda trochę inaczej niż ją pamiętamy z lekcji historii albo popkultury. Kennedy nie zginął w zamachu, Amerykanie i Rosjanie zawiązali współpracę przy kosmicznych projektach.

Tutaj pozwólmy sobie na przemilczenie kilku spraw – radość z odczytywania fabuły i poznawania świata przedstawionego w "Prey" jest ogromna – efektem czego, w dłuższej perspektywie, jest stacja Talos 1 i czyhające na niej Mimy. Które doprowadzić mogą do szewskiej pasji albo nawet zmiany poglądów – vide moje przemyślenia nt. zimnej wojny.

Doprawdy, po którymś już zgonie miałem serdecznie dosyć, wahałem się nawet nad zmianą stopnia trudności na najniższy. Wszystko obserwował jednak z poziomu kanapy mój kot, więc wziąłem się w garść, zebrałem kilka apteczek, przygotowałem działko Lepik, które potrafi skutecznie spowolnić przeciwnika, w drugą rękę wziąłem francuski klucz i ruszyłem dalej.

Eksplorować, deszyfrować, walczyć. Słowem: grać. Tę cholernie ciekawą historię po prostu chce się poznać, i to od pierwszych chwil. A te są fenomenalne.

Budzisz się jako Morgan Yu (możesz też wybrać opcję grania jako kobieta), odsłuchujesz wiadomość od swojego brata, przywdziewasz kombinezon i ruszasz śmigłowcem do ośrodka testowego TranStar. Zanim to nastąpi, możesz jeszcze sprawdzić pocztę, poczytać kilka książek w swoim mieszkaniu i wypić jednego: jest w końcu piękny marcowy poranek 2032 roku.

Podróż trwa tylko chwilę (plus za świetną muzę i napisy wprowadzające umieszczone zręcznie za oknem helikoptera), bo czeka Cię przecież seria prostych testów. Coś idzie jednak nie tak: tracisz przytomność, aby po chwili obudzić się w swoim mieszkaniu znów w ten piękny marcowy poranek 2032 roku.

Prey fot. Wydawcy i Producenci
Wszystko jest niby takie samo, w skrzynce pocztowej znajdujesz jednak groźnie brzmiącą wiadomość, której ostatnim razem nie było. Po otwarciu drzwi jest jeszcze gorzej, nie mówiąc już o kolejnym kwadransie, w trakcie którego dowiadujesz się wielu nieprzyjemnych raczej (dla głównego bohatera, jasna sprawa) rzeczy.

Mimy to tylko jedno z Twoich zmartwień. Neuromody, pamięć, tożsamość, cel – należy raczej przyzwyczaić się do tych pojęć, towarzyszą one bowiem podskórnie podczas każdej chwili spędzonej na stacji Talos I. Która jest świetna – trzeba to podkreślać za każdym razem, gdy nadarza się okazja.

„Prey” nie jest może graficznym arcydziełem, chociaż wygląda ładnie i na pewno szybko się nie zestarzeje. Jest za to perełką, gdy mowa o projektach lokacji. Wiem, co mówię – grałem przy architektce, która parę razy towarzyszyła mi w zachwycie. Naprawdę wszystko jest tu mocno przemyślane i bardzo do siebie pasuje.

"Zwiedzanie" Talosa sprawia wiele satysfakcji, zwłaszcza że każdy element wydaje się być po coś, każda zostawiona notatka czy fragment książki albo wystawa opowiadająca historię powstania stacji rozszerza wiedzę gracza na temat wydarzeń, których ten jest nie tylko świadkiem.

"Prey" to kolejne zaskoczenie, najmilsza niespodzianka w świecie gier, w którym większość produkcji nie spełnia oczekiwań. Tym razem jest sto razy lepiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Nasza ocena: 9/10.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij