Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Get Even [Nasza recenzja]

Fajerwerki coraz częściej, niestety, wygrywają z dobrą historią. Ma być szybko, spektakularnie, bez chwili wytchnienia czy refl eksji. Zdarzają się jednak w tym pędzącym świecie perełki, które zwalniają tempo i pozwalają scenom wybrzmieć do końca. 

Get Evan, Gry komputerowe Fabuła to zdecydowanie najmocniejsza strona gry.
Zawsze myślałem, że w grach najważniejsza jest dla mnie historia. Że wciągająca i niegłupia fabuła potrafią przykryć graficzne niedoskonałości czy problemy ze sterowaniem. Kolejne lata tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu, skazując na raczej kwaśną akceptację gry nastawione na tryb sieciowy albo takie ze świetnym gameplayem, lecz słabą narracją.

Potrafiłem docenić kunszt, momentami nawet świetnie się bawić. Jednak chciałem przede wszystkim historii, a nie znajdując jej, byłem po prostu rozczarowany. Załamywałem wówczas ręce, kategorycznie twierdząc, że oddałbym wszystkie graficzne wodotryski choćby za ułamek dobrego story. Tak było. A potem zagrałem w „Get Even”, produkcję rodzimego studio The Farm 51.

I pomyślałem, że może po prostu zawsze trafiałem na gry z niezłą albo dobrą narracją, w dodatku bardzo dobrze skrojone pod względem technicznym. Może niepotrzebnie psioczyłem po prostu na Płotkę, która cięła las bez względu na wszystko. Może zbyt stanowczy byłem, gdy marudziłem ostatnio na mimikę twarzy w „Andromedzie”. Może.

Bo „Get Even” najpierw mnie zachwyciło, później odrzuciło, a na koniec pozostawiło z otwartymi ustami i trochę kaszanką w głowie, z którą wciąż nie do końca wiem, co mogę zrobić.

Zaczyna się ostro. Nazywasz się Cole Black, a Twoim zadaniem jest odbić porwaną dziewczynę z miejsca, które – powiedzmy to od razu głośno – dzięki wykorzystanej przez studio z Gliwic fotogrametrii, czyli skanowaniu rzeczywistych lokacji, a następnie przeniesieniu ich w świat wirtualny wygląda po prostu obłędnie (detale, graffiti na ścianiach, syf na podłodze, wow!). Oczywiście coś idzie nie tak, i to „nie tak” można śmiało zastąpić słowem „bum”.

Po chwili budzisz się w opuszczonym niemal szpitalu psychiatrycznym, z jakimś dziwnym ustrojstwem na głowie, a z wszechobecnych ekranów mówi do Ciebie niejaki Red, który twierdzi, że jesteś chory (psychicznie, a jakże), a on zamierza Ci pomóc. Tylko czy aby na pewno pomocą można nazwać manipulowanie wspomnieniami? 

Get Evan, Gry komputerowe Lokacje wyglądają obłędnie.
Sam nie wiem. Wiem natomiast, że później jest jeszcze ciekawiej. Ale. Po dwóch godzinach byłem już zmęczony, sytuację ratowała tylko dobra muza w słuchawkach (bo o komentarzach głównego bohatera powiedzieć tego nie można – jakoś nie pasował mi głos głównego aktora). Musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę. I to – tak, tak – mimo naprawdę dobrej fabuły, która mocno kojarzyła mi się z „Wyspą tajemnic” czy „Incepcją”.

Chory psychicznie bohater z problemami z pamięcią, którego jedną z misji jest wykraść prototyp tzw. Cornerguna (zgodnie z nazwą to sprzęt, który umożliwia strzelanie w bok zza rogu)? Echa są wyraźne i kupuję je. Zwłaszcza że czeka mnie sporo zwrotów akcji, i to takich solidnych. Problem w tym, że po dłuższej chwili miałem bardziej ochotę obejrzeć resztę gry na Youtube, zamiast dalej sterować Blackiem (swoją drogą już bym wolał nazwisko Smith).

Chodzenie ze smartfonem i skanowanie specjalnym trybem wszystkiego, zbieranie notatek itd. jeszcze dało się przeżyć – robiłem to w innych symulatorach chodzenia niejednokrotnie. To strzelanie wyprowadziło mnie z równowagi. Niestety, walki w „Get Even” są koszmarne i nie przynoszą żadnej satysfakcji. Strzelanie zza rogu, proszę wybaczyć, to jednak trochę bzdurny pomysł, manipulowanie otoczeniem też mnie nie porwało.

Swoje dołożyły niektóre miejscówki – część gry nie skorzystała z dobrodziejstw fotogrametrii i to widać gołym okiem. Kontrast między lokacjami pełnymi detali a nieciekawymi pustymi przestrzeniami, który w ten sposób rysuje się graczowi, mocno psuje zabawę. Wracając – faktycznie po chwili siedziałem już na kanapie bez pada, obserwując walktrough w necie. Miałem dość, kolejna potyczka po prostu okazała się tą ostatnią.

Tylko... do czasu, bo gdy zobaczyłem, co dalej dzieje się w świecie gry, postanowiłem się przemóc i mimo wszystko cisnąć w „Get Even” aż do końca. To była naprawdę dobra decyzja. Bo dla tej historii warto się przełamać i wybaczyć grze niedociągnięcia.

The Farm 51 okazało się umieć opowiadać, a to wyjątkowo trudna sztuka, która niestety przegrywa coraz częściej z fajerwerkami. „Get Even” okazało się średnią i wybitną jednocześnie produkcją, która – miałem takie wrażenie – próbuje między wierszami powiedzieć coś mądrego i może nawet istotnego. Ciśnie mi się na usta słowo „dzięki”.

Nasza ocena: 7/10. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij