Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Trening na trampolinach [test redakcji]

Odłóż ciężką sztangę i rękawice do muay thai, a następnie pewnym siebie głosem zgłoś się w recepcji na zajęcia na trampolinach. Tak, dobrze przeczytałeś.

Podskakujący facet – i to wśród dziewczyn, które robią to bardziej stylowo, z większym luzem, energią i w rytm muzyki – musi wyglądać śmiesznie. Mimo to zdecydowałem się wziąć udział w grupowych zajęciach na trampolinach. Nie oceniaj mnie, chłopie, tylko doceń fakt, że z czysto naukowych pobudek zrobiłem to dla ludzkości, do której i Ty się zaliczasz.

Żebyś miał teraz w rękawie solidne argumenty, gdy kumple zrobią zdziwione miny. I żebyś mógł w końcu sam przed sobą przyznać, że w zasadzie to zawsze marzyłeś o tym, żeby trochę poskakać. Tak, czuję się trochę pionierem, ale nie na tyle, żeby nie zaprosić Cię do zabawy. 

Trochę tremy

Zaczyna się strasznie – przed salą, do której za chwilę wpuści nas instruktorka, jestem jedynym facetem. Dookoła skupione dziewczyny, którym udało się zapisać na zajęcia, bo – jak dowiaduję się w recepcji – trampoliny są po prostu oblegane.

Na szczęście udało mi się załapać: w końcu we wrocławskich Arkadach zjawiłem się w godzinach pracy (taką mam robotę, cóż). Czuję się nieswojo, bo to ja powinienem być tą osobą, która lustruje pozostałe (genetyka, sorry), a jest zupełnie odwrotnie.

Moja pewność siebie gdzieś znika, choć przygotowałem się merytorycznie i na przykład wiem, że NASA uważa trampoliny za jeden z lepszych treningów, jaki w ogóle wymyślono, w dodatku aż 68% bardziej skuteczny niż bieganie, gdy mowa o spalaniu kalorii.

Z nikim jednak się tą wiedzą nie dzielę, bo oto wchodzimy do środka, łapię swoją trampolinę, dokręcam do niej uchwyt i zajmuję pozycję. Brodę odruchowo zbliżam do klatki – na wypadek nadchodzącego ciosu. 

Ostra jazda

Cały trening trwa 55 minut. Rozgrzewka, trening właściwy, brzuchy na trampolinie i rozciąganie. Wszystko w rytm muzyki (nie był to Iggy Pop, ale wytrzymałem), zgodnie z zaleceniami i poleceniami instruktorki (albo instruktora). Jeśli myślisz, że to bułka z masłem, zapraszam, spróbuj – mocno się zdziwisz.

Przez większość zajęć znajdowałem się w 4. i 3. strefie tętna, a mniej więcej od połowy czułem solidne zmęczenie ud i korpusu. Było to dla mnie tym bardziej zaskakujące, że na co dzień trenuję boks i uważam, że jestem w naprawdę niezłej formie.

Trampoliny umożliwiają jednak dostosowanie wysiłku do swojego poziomu wytrenowania – a ja po prostu postawiłem sobie wysoko poprzeczkę. Pewnym rozczarowaniem okazał się dla mnie fakt, że w całej tej zabawie nie chodzi o to, aby wybić się jak najwyżej. Jest zupełnie odwrotnie.

Zaczynasz na lekko ugiętych w kolanach nogach oraz z wypchniętymi delikatnie w tył biodrami. Każdy podskok kończyć się powinien mocnym wciśnięciem całych stóp w trampolinę.

Idealna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy Twój korpus i głowa znajdują się non stop mniej więcej na tej samej wysokości, a większą część roboty odwala dół ciała. W wysokim tempie, należałoby dodać, bo to od tego zależy, czy z trampoliny zejdziesz usatysfakcjonowany. 

Dobry motywator

Największym wyzwaniem okazało się dla mnie poskromienie śmiechu. Co jakiś czas patrzyłem bowiem w lustro przed sobą i dziwiłem się, jak głupio z zewnątrz wyglądam. Szybki marsz z wysokim unoszeniem kolan i obszerną pracą ramionami to pikuś – jeszcze śmieszniejsze okazały się przeskoki, jakby żywcem wyjęte z niemego filmu o stepujących Irlandczykach.

Na szczęście w takich krytycznych momentach spoglądałem na tarczę pulsometru, który informował mnie, że ten trening naprawdę działa. Skupiałem się więc dalej na swoich zadaniach, skacząc tak, jak mi zagrano.

Unosiłem ramiona na boki, skakałem z obrotem w lewo, w prawo, rozszerzając i zwężając ustawienie nóg, do przodu i do tyłu, wykonując pajacyki, przyciągając wyżej kolana, biegłem w miejscu itd., by na koniec na trampolinie się położyć, żeby wykonać kilka serii spięć brzucha.

I dopiero wtedy, gdy któreś z rzędu powtórzenie okazało się nie do przejścia, zrozumiałem, że na trampolinie korpus faktycznie dostaje nieźle w kość, zwłaszcza dolna część brzucha. 

Ostateczny werdykt

Zresztą nie tylko korpus i nogi, bo każdy skok to zsynchronizowana praca całego ciała. Która wymaga też niezłego poczucia równowagi, mobilności i pewnego rodzaju luzu, dzięki któremu akrobacje bardziej przypominają taniec niż Robocopa w akcji. Zaskakujące jest, ile głupie – wydawałoby się – skakanie może przynieść korzyści.

To nie tylko spalanie solidnej porcji kalorii (według wskazań mojego pulsometru mniej niż godzinny trening uszczuplił mnie o 763 kcal), ale też spore wyzwanie, które poprawić może osiągi w innych dyscyplinach.

Wracając do szatni, byłem pewien, że oto właśnie stałem się lepszym bokserem – poprawiłem pracę nóg, złapałem luz Roya Jonesa Jr. z najlepszego okresu i zapewniłem sobie mniejsze problemy z błędnikiem po otrzymaniu solidnego prawego sierpa. No i, cholera, przy okazji doskonale się bawiłem, a tego nikt mi nie odbierze. 

Werdykt MH:

  • Zmęczenie plus
  • Relaks plus 
  • Budowa mięśni plus
  • Trening wytrzymałości plus
  • Dostępność minus
  • Niezły fun plus
  • Całkiem niezłe kardio plus
  • Dla każdego plus
  • Spalanie tłuszczu plus
  • Nie obciąża stawów minus

Do góry, w bok i jeszcze szybciej – wyskacz formę

Zapamiętaj podane ćwiczenia na wypadek, gdyby instruktorka spóźniła się na trening.

Wysokie wyskoki - 3 serie po 60 sekund

Co trzecie odbicie przyciągaj pięty do pośladków i staraj się na ułamek sekundy chwycić pod kolanami. Tylko nie zwalniaj! 

Skoki 180 stopni - 3 serie po 60 sekund

Zrób wyskok najpierw twarzą do instruktora, a następnie zrób w powietrzu zwrot w prawo, do centrum i w lewo. Powtarzaj. 

Sprint - 3 serie po 60 sekund

Zacznij od szybkiego marszu z wysokim unoszeniem kolan. Po kilku sekundach skróć ruch, ale maksymalnie go przyspiesz. I nie hamuj aż do końca. 

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij