Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Trening Navy Seals: test MH

Przez jeden dzień ćwiczyłem jak żołnierz Navy SEALs, aby przekonać się, że to, co niemożliwe, znajduje się tak naprawdę na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko pokonać bariery, które każdy z nas tworzy w swojej głowie. 

Navy Seals FOT. LUMINOX

„Ostatni łatwy dzień był wczoraj” – mówi Rob Roy. I trudno mu nie wierzyć. Ma 182 centymetry wzrostu, grubo ponad 100 kilogramów wagi i 20 lat w Navy SEALs na karku. „Za chwilę dostaniecie torby. Sprawdźcie, czy są w nich koszulki, spodenki i bidon. Szczególnie ten ostatni jest ważny, bo będziecie naprawdę spragnieni – kontynuuje.

– Potem lider każdej drużyny ma się do mnie zgłosić i możecie iść na obiad. Tylko nie jedzcie zbyt dużo, bo szybko wszystko zwrócicie”. W tym momencie po raz pierwszy w głowie świta mi myśl, że trening w stylu Komanda Fok to nie był najlepszy pomysł…

Cisza przed burzą

Rob wstąpił do marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych jako kilkunastoletni chłopak. Służył w niej przez 6 lat, aż jeden ze starszych znajomych powiedział mu, że powinien spróbować swoich sił w Fokach. Aby rozpocząć proces rekrutacji, trzeba było wykonać 100 przysiadów, 100 pompek, trochę przebiec i przepłynąć.

Nie stanowiło to dla niego większego problemu. „Gdy się zakwalifi kowałem, spytałem kumpla, co mam teraz robić, bo do rozpoczęcia kursu zostało jeszcze kilka miesięcy. Powiedział, żebym się bawił i pił – przyznaje Roy. – Posłuchałem go i to była najgorsza decyzja w moim życiu”. Gdy przyszedł czas na właściwą selekcję, Rob nie radził sobie z biegami i często wlókł się na końcu grupy, czym niepotrzebnie zwracał na siebie uwagę instruktorów.

„Ale dałem radę, bo do SEALs przyjmowani są wszechstronni goście z charakterem – mówi. – A odpadają świetni biegacze, którzy nie potrafi ą wytrzymać w zimnej wodzie, albo niesamowici pływacy, nieumiejący podciągnąć się odpowiednią liczbę razy”. Staram się dowiedzieć, co jeszcze charakteryzuje żołnierza sił specjalnych, ale Rob tylko wbija we mnie wzrok i pyta: „Ile pompek jesteś w stanie zrobić?”.

Ostatnio, gdy sprawdzałem, udało mi się wykonać 50 w 43 sekundy, dlatego skromnie mówię, że 45. „No, takich gości nie potrzebujemy – odpowiada Roy, a ja zaczynam się głośno śmiać. – Szukam ludzi, którzy powiedzą: »Przynajmniej sto«. Nawet nie chodzi o to, czy naprawdę są w stanie tyle zrobić.

Tylko że chcą spróbować. 45 to Twoja liczba? Spoko. Potrenujesz z nami, będziesz robił 55 z poczuciem, że coś osiągnąłeś, ale to granica. Sam stworzyłeś w swoim umyśle barierę”. Od razu chcę się dowiedzieć, jak ją pokonać. „Pokażę wam podczas ćwiczeń…” – słyszę w odpowiedzi. 

Navy Seals FOT. LUMINOX

Krew, pot i łzy

Zostajemy podzieleni według wzrostu na 4 ekipy (alfa, beta, gamma oraz delta) i zaczyna się jazda. Najpierw robimy karne pompki za to, że lider naszej jednostki nie zameldował się u Roba. Potem za złe ustawienie się w szyku. I jeszcze jedną serię za niewykonanie polecenia w odpowiednim czasie.

Tak naprawdę nie zaczęliśmy jeszcze ćwiczyć, a są wśród nas tacy, którzy ciężej oddychają. Prawdziwa rozgrzewka rusza dopiero na plaży. Co się na nią składa? Między innymi 100 pajacyków, 100 brzuszków, 40 przysiadów. Dostajemy chwilę przerwy na łyk wody i trenujemy dalej. Szybko dostrzegam pewne prawidłowości.

Instruktorzy tłumaczą, co robić, ale nigdy nie mówią, ile będzie serii ani kiedy dane ćwiczenie się skończy. Obciążenie wzrasta gradacyjnie. Liczy się zawsze wynik ostatniej osoby w grupie. Tylko najlepsza drużyna ma czas na odpoczynek, reszta w tym czasie musi walczyć dalej. Kary zdarzają się nawet w przerwie między seriami.

Nie pokonaliście 25 metrów po piachu na czas? Pompki. Nie zdążyliście przenieść rannego na drugą stronę? Kilkadziesiąt sekund w pozycji do pompek. Przegraliście w biegu z łódkami na głowie? Przez 3 minuty macie trzymać swój ponton na wysokości klatki piersiowej, stojąc po pas w morzu. Przez pierwsze kilkadziesiąt sekund jest przyjemne.

W końcu można się ochłodzić. Ale potem czujesz już tylko, jak ręce odmawiają Ci posłuszeństwa, a chłód wody przeszywa kości. „Nie myślcie o tym, że jesteście w najgorszym miejscu na świecie, to tylko pogarsza sytuację! – krzyczy Rob przez megafon. – Lepiej skupcie się na regularnym oddychaniu!”.

Do końca

Gdy dostajesz kolejną serię karnych pompek, klniesz pod nosem. Gdy stoisz w wodzie, modlisz się tylko, żeby wyjść na brzeg. Ale gdy uda wam się wygrać wyścig i masz prawo przez 180 sekund odpoczywać, wiesz, po co było to wszystko. Cały trening został tak pomyślany, aby w drużynie natychmiast narodził się duch współpracy.

W końcu jesteście zdani wyłącznie na siebie. Dlatego nie możecie się kłócić, tylko musicie sobie pomagać. Konkurencja? Jest ciągle w zasięgu wzroku. Dlatego, gdy wam nie idzie, widzicie, jak oni się cieszą ze zwycięstwa. A to tylko napędza do dalszej walki. Po ukończeniu całego dnia treningu jesteś zmęczony, ale czujesz, że gdybyś musiał walczyć dalej, zrobiłbyś to dla swojego zespołu.

Oczywiście, proces rekrutacyjny SEALsów trwa znacznie dłużej. Ale rządzą nim dokładnie takie same zasady. „Żeby go przejść, musisz to robić dla siebie – mówi Roy. – Ale liczy się także odpowiednia motywacja. Chęć wykonania za każdym razem jednego powtórzenia więcej”. Bo najgorsze, co możesz zrobić, to samemu tworzyć sobie bariery i narzucać ograniczenia. 

Ekspert MH

Rob Roy: były operator Navy Seals

Przez 26 lat służył w wojsku. Najpierw w Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych, a potem w Navy SEALs. Był członkiem słynnej jednostki Team Six, która później złapała Osamę bin Ladena. Teraz zajmuje się organizacją szkoleń dla kadry menedżerskiej. Jest również autorem książki o przywództwie pt. „The Navy SEAL Art of War”.

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij