Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

3


OCEŃ
3.5

Trening Joe Manganiello: siła prostych rozwiązań

Joe Manganiello to facet w starym stylu. Nie interesuje go wygląd, tylko siła. Aktor zdradził nam sekret treningu siłowego, dzięki któremu zbudował jedną z najlepszych sylwetek w Hollywood - zobacz sam, jak dziś ćwiczą najwięksi twardziele kina.

Dan Jones 2014-09-29
Joe Manganiello trening fot. Patrick Giardino

Joe Manganiello to aktor jakby żywcem wyjęty z czasów, gdy gwiazdy filmowe były prawdziwymi mężczyznami. Do treningu podchodzi z niesamowitym zaangażowaniem i dbałością o szczegóły właściwą profesjonalnym sportowcom. Zalicza się do największych, najbardziej wyrzeźbionych i najtwardszych facetów w tym interesie, dzięki czemu w filmie Stevena Soderbergha "Magic Mike" zagrał fantastycznie umięśnionego striptizera. Zobacz, jak udało mu się zbudować taką sylwetkę i jak trenować w oldschoolowy sposób.

Faceci z prawdziwymi mięśniami są teraz w Hollywood na wagę złota. To dla Ciebie chyba dobra wiadomość.

Tak, ale to dość świeży trend. W Los Angeles pojawiłem się w 2000 roku, kiedy dopiero wychodziliśmy z lat 90.: kobiety wyglądały jak mężczyźni, a faceci jak kobiety. Nieustannie mówiono mi, że jestem zbyt mocno zbudowany. Dlatego przez 4 lata praktycznie nie pracowałem w zawodzie. Zasuwałem na budowie: zrywałem się o 6 rano i codziennie aż do 16 mieszałem cement razem z czterema innymi facetami, którzy w ogóle nie mówili po angielsku. Nosiłem gęstą brodę i długie włosy, które wiązałem w kok w samurajskim stylu. To wtedy zyskałem solidną krzepę. Mieszkałem u przyjaciela, aktora Armiego Hammera, a jego mama nieustannie nas karmiła. Właściwie tylko jedliśmy i jedliśmy, a do tego zasuwaliśmy na budowie i siłowni. Miałem wrażenie, że po każdym treningu jestem większy o jakieś 2 kg. Stąd wzięła się moja postura.

Nie kusiło Cię, żeby zeszczupleć i wpisać się w obowiązujący stereotyp?

Trochę. Przez moment próbowałem stać się takim patykowatym artystą, który nieustannie liczy, ile kalorii ma na talerzu, ale nie wytrzymałem długo. Czułem się znacznie lepiej, gdy wracałem do korzeni i trenowałem tak jak to robią faceci w moim rodzinnym Pittsburghu. Im nie chodzi o to, żeby dobrze wyglądać, targając żelazo dla samej przyjemności dźwigania. Po prostu chcą brać więcej na klatę czy w martwym ciągu. To im się zwyczajnie przydaje. W takich warunkach się ukształtowałem i zawstydzała mnie myśl, że porzucę ten sposób myślenia tylko po to, żeby dopasować się do czyjegoś wyobrażenia o tym, jak ma wyglądać mężczyzna.

A teraz, niespodziewanie, moda się zmieniła…

Dokładnie. W kilka lat od kompletnego braku treningu doszliśmy do punktu, w którym specjalnie pisze się role dla wielkich facetów. Myślę, że obserwujemy powrót do korzeni męskości. Ludzie mówią mi, że tęsknią za małomównymi twardzielami w typie Clinta Eastwooda czy Steve’a McQueena. Musisz oczywiście umieć grać i okazywać emocje, ale z drugiej strony musisz pasować do roli fizycznie. A teraz jest zapotrzebowanie na umięśnionych facetów. To trochę tak jak w starożytnej Grecji: równy nacisk na rozwój ciała i ducha. Połączenie najlepszych wartości obu tych światów.

Jak teraz trenujesz? Zakładamy, że czasy ciężkiej, fizycznej pracy masz już za Tobą...

Cóż, muszę być w każdej chwili gotowy stanąć przed kamerą. Gdy zaczynałem grać w serialu "Czysta krew", sporo trenowałem interwałowo i stosowałem dość restrykcyjną dietę – musiałem zmniejszyć procent tkanki tłuszczowej w ciele. Teraz zacząłem podnosić ciężary w olimpijskim stylu: dużo przysiadów, podrzutów sztangi oraz martwych ciągów. Rzeczy, które profesjonalni sportowcy robią na co dzień. W ciągu kilku ostatnich lat powoli coraz mniejsze znaczenie miał dla mnie estetyczny efekt treningu. Teraz liczy się tylko realna siła.

Jesteś jednak aktorem, a nie sportowcem. Co daje Ci motywację do tak intensywnego treningu?

Gdybym nie został aktorem, na studiach zaangażowałbym się w sport. Poszedłem jednak w stronę klasycznego teatru, więc ominął mnie cały ten świat. Podczas tych czterech lat przerwy w aktorstwie i pracy na budowie zdałem sobie sprawę, że mam w sobie wiele ze sportowca. Ojciec chciał, żebym nim został, a myślę, że każdy syn chce coś udowodnić swojemu rodzicielowi. Dlatego teraz, gdy mam 36 lat, chcę sprawdzić, ile mogę osiągnąć fizycznie.

Jak mierzysz postępy?

Ilością energii, którą wkładam w ćwiczenia, oraz ich intensywnością. Uwielbiam wieczorem leżeć w łóżku i mieć poczucie, że solidnie na to zapracowałem. Czuję się najlepiej, gdy jestem naprawdę solidnie spompowany. Co prawda nie mogę już zostać zawodowym sportowcem, ale przynajmniej mogę czuć się jak oni.

Twoja postać w filmie "Magic Mike", Big Dick Richie, mocno różni się od poprzednich ról. Jak pracowało się na planie?

Czuliśmy się jak banda łobuzów, którzy mają niezły ubaw. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że działo się coś wyjątkowego, zwłaszcza gdy tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu, próbując zapanować nad grupą 200 statystek. Ich mężowie chybaby się z nimi rozwiedli, gdyby wiedzieli, co wyprawiały na planie. Gdy pracujesz z takimi facetami, jak Channing Tatum, Matthew McConaughey czy Alex Pettyfer, rywalizacja po prostu wisi w powietrzu… Duże znaczenie miał fakt, że praktycznie przez dwa tygodnie musieliśmy cały czas grać bez koszulek. Jeśli jest to potrzebne jeden albo dwa dni w tygodniu, jak to było w przypadku "Czystej krwi", można dość łatwo tak dostosować intensywność treningu, żeby przez cały czas dobrze się prezentować. Gdy jednak bez przerwy trzeba być w najwyższej formie, żeby dobrze prezentować się przed kamerą, robi się ciężko. Spędziliśmy więc dwa tygodnie bez przerwy, robiąc na planie tysiące pompek czy innych ćwiczeń. Zasuwaliśmy codziennie. Potrzebowałem potem naprawdę solidnych wakacji, ale było warto. To była największa przygoda mojego życia, cały czas na najwyższych obrotach.

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij