Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.3

Jazda na rowerze zimą [TEST REDAKTORA MH]

Nie chodzi o to, by sprawdzić, czy się da. Wielu zuchów już dawno przed nami pokazało, że można. My wystawiamy się na mróz, wiatr i błoto, aby sprawdzić, czy to po prostu ma sens. 

jazda na rowerze zimą fot. Wiesław Jurewicz

Przez większą część roku po mieście jeżdżę rowerem. Spalam kalorie, przyjeżdżam do pracy pełen energii, nie stoję w korkach i zawsze jestem na czas, oszczędzam pieniądze i nie dokładam kamyczka do ekologicznej zagłady Matki Ziemi.

OK, przy okazji łykam też pewnie sporą dawkę smogu, ale pocieszam się, że równoważy ją pozytywny wpływ pedałowania na serce. W tym roku postanowiłem nie odpuszczać i sprawdzić, czy rower zimą będzie miał tyle samo zalet, co w pozostałych miesiącach. 

Sztuka ubierania

Zacząłem od założenia, że do wyjścia na dwór muszę przygotowywać się szybciej niż członkowie misji Sojuz do spaceru w otwartej przestrzeni kosmicznej. Mój strój powinien również jak najmniej przypominać ich skafandry – w końcu jadę do pracy i gdybym po przyjeździe miał całkowicie się przebierać, cała zabawa trochę traciłaby sens.

Jeździłem więc w zwykłych dżinsach, bawełnianej koszulce i swetrze, które uzupełniłem termoaktywnymi legginsami (słowo „kalesony” jako uwłaczające męskiej godności wykreśliłem ze słownika już w okresie wczesnoszkolnym), turystycznymi butami za kostkę i kurtką z ociepliną Primaloft lub puchową, w zależności od temperatury (o tym pod koniec artykułu).

Dzięki temu w pracy przebierałem się w mgnieniu oka, a po drodze było mi ciepło. Po kilkunastu minutach marzłem jedynie w stopy i dłonie, ale przy trasie trwającej około 45 minut nie było to zbyt dolegliwe. Generalnie już pierwszego dnia zrozumiałem, że to nie niska temperatura najbardziej da mi w kość. 

jazda na rowerze zimą fot. Wiesław Jurewicz

Sztuka pedałowania

Do redakcji mam 10 km i zwykle pokonuję je w 30-35 minut, w zależności od układu świateł. Okazało się, że w zimowych warunkach ten czas wydłuża się o jakieś 10 minut. Żeby koła nie buksowały w śniegu, pedałowałem na lżejszym biegu z wyższą kadencją, więc jechałem wyraźnie wolniej.

Mocniejsze depnięcie w pedały, zwłaszcza na twardszym biegu, skutkowało błyskawicznym wejściem tyłu roweru w drift, a tego starałem się unikać. Podobnie jak pocenia się, które byłoby nieuchronną konsekwencją przyspieszenia.

Cały czas jeździłem bardzo skupiony, wystrzegałem się nagłych zmian rytmu pedałowania i hamowania, a mimo to nie udało mi się uniknąć wywrotki. Sam nie wiem, kiedy i dlaczego wszedłem nagle w niekontrolowany ślizg i ku radości przechodniów przetarłem jezdnię przed wyjazdem ze stacji benzynowej.

Przynajmniej zrozumiałem, że zimą kask jest obowiązkowym elementem wyposażenia każdego rowerzysty. Zapytasz, dlaczego pchałem się nieodśnieżonymi chodnikami, skoro obok była czarna jezdnia?

Ano dlatego, że pełno na niej pośniegowego błota, które chlapie nie tylko spod kół roweru, ale też przejeżdżających samochodów. A bardziej zależało mi na braku cętek na spodniach niż na szybszym dotarciu na miejsce.

 

Fatbike to specjalny rower przygotowany do jazdy po śniegu. Jest wyposażony w monstrualne opony o szerokości 4 cali, czyli dwa razy szersze niż w zwykłych rowerach górskich. (fot. Tomasz Dębiec)

Sztuka wyboru

Chwilę zastanawiałem się, czy w trasę ruszać na rowerze miejskim, z wąskimi oponkami, czy na góralu, którego szerokie kapcie oferują lepszą przyczepność.

Ostatecznie wybrałem mieszczucha, ponieważ z poślizgiem nie było tragedii (ostatecznie skończyło się na jednej glebie), a jego pełne błotniki oraz osłony napędu znacznie lepiej chronią przed błotem, które uznaję za największego wroga.

W różnego rodzaju poradnikach możesz przeczytać, że warto spuścić trochę powietrza z kół, aby poprawić przyczepność. Ma to sens, ale raczej w przypadku rowerów z szerokimi oponami. W przypadku cienkich slicków nie zauważyłem większego efektu, a mniej powietrza to znacznie większe ryzyko przebicia dętki. 

rower zimą fot. Jacek Heliasz

Sztuka życia

Ostatnie tygodnie sprawiły, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie było tak strasznie, jak się spodziewałem, ale z drugiej nie mam większych wątpliwości, że to rozrywka raczej dla koneserów. Trzeba być gotowym na sporo niedogodności, a korzyści są mniejsze niż latem.

Jedzie się dłużej, często po ciemku, jest ślisko i bardziej niebezpiecznie, sprzęt zużywa się pod wpływem żrącego działania soli i trzeba go myć przynajmniej raz w tygodniu, smog jest mocniejszy.

Dlatego bez większego żalu na zimowe miesiące wstawię rower do piwnicy i przesiądę się do miejskiej komunikacji. Bo o ile jazda w słońcu po świeżym śniegu rzeczywiście jest frajdą, to codzienne babranie się w błocie już zdecydowanie nie. 

Spójrz na termometr

To dla Ciebie bardzo istotna informacja, ponieważ musisz się ubrać odpowiednio do temperatury  

Powyżej 2°C

Nie musisz specjalnie kombinować ze strojem, a Twoim jedynym zmartwieniem jest to, żeby się nie przegrzać.

2°C do -5°C 

W tej temperaturze potrzebne są już termoaktywne legginsy, dobrze sprawdza się też kurtka ze sztuczną ociepliną Primaloft. To był moment, gdy założyłem turystyczne buty za kostkę.

-5°C do -12°C

Zaczyna się wyższa szkoła jazdy. Towarzyszyły mi w niej lekka kurtka puchowa i grube, snowboardowe rękawice. Reszta stroju bez zmian. Przed wyjściem z domu dobrze jest nasmarować twarz tłustym kremem.

Poniżej -12°C

W tym roku we Wrocławiu nie było chłodniej, ale podróż w takich warunkach nie byłaby chyba przyjemnością, nawet gdyby, ubierając się, sięgnąć głęboko do doświadczeń polarników.  

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij