Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Finałowa dwunastka: Mariusz Szemis

Gdy zaczynał, koncentrował się tylko na treningu. Dziś wie, że idealna muskulatura to wypadkowa dwóch rzeczy: ćwiczeń i diety. Zobacz, jak Mariusz - zwycięzca 3. edycji konkursu - połączył obie te rzeczy, by zbudować godną podziwu atletyczną sylwetkę.
Mariusz Szemis, zwycięzca 3. edycji konkursu Czytelnik na okładkę MH (fot. Andrzej Tyszko)

Mariusz lata swojej wczesnej młodości spędził na boisku, grając w piłkę nożną i koszykówkę. Piłka nożna okazała się krótkotrwałą przygodą, koszykówka - trochę dłuższą. "Załapałem się do reprezentacji szkoły podstawowej w koszykówce, później było liceum i liczne turnieje w koszykówkę" - mówi.

Ale w liceum poznał kolegę, który od jakiegoś czasu ćwiczył na siłowni, był "napakowany" i większy od wszystkich innych chłopaków. "To właśnie on wziął mnie pierwszy raz na siłownię i pokazał podstawowe ćwiczenia. Zawsze myślałem że jestem dobrze zbudowany i silny, lecz wtedy uświadomiłem sobie, że nie do końca tak jest. Zacząłem ćwiczyć w wieku 15 lat, ważąc niecałe 50 kg" - opowiada.

Przez 4 lata liceum razem z tym kolegą chodził do siłowni i przeplatał to z graniem w kosza. "Wielu rzeczy o treningu siłowym dowiedziałem się właśnie od niego i od innych chłopaków ćwiczących w siłowni, którzy mieli większy staż ode mnie - mówi. - Podpatrywałem tych najlepiej, według mnie, zbudowanych i starałem się ćwiczyć tak, jak oni. Ciągle jednak widziałem jakieś niedoskonałości w swojej sylwetce, wciąż mój wygląd był daleki od ideału, który miałem w głowie i do którego dążyłem".

Dla Mariusza już wtedy siłownia stała się nieodłącznym elementem życia. "Widziałem efekty ćwiczeń i to motywowało mnie podwójnie" - mówi.

Mariusz przyznaje, że na początku popełniał wiele błędów w swoim treningu. "Pochodzę z małego miasta na Mazurach, gdzie nie było nawet instruktora, którego mógłbym podpytać, jak ćwiczyć, aby mieć najlepsze rezultaty" - wyjaśnia.

Po czterech latach takiego treningu trochę na chybił-trafił Mariusz wyjechał na studia do Białegostoku. "Na uczelni poznałem kumpla, który ćwiczył od dawna, był dwa razy większy ode mnie i ciągle mi powtarzał "gdzie są twoje barki?", "wyglądasz jak wieszak...". To właśnie on najbardziej zmotywował mnie do ćwiczenia, ciągle miałem w głowie te jego słowa".

To on jako pierwszy powiedział mu, że musi lepiej i dużo jeść, aby nabrać masy, że sam trening nie wystarczy. "Uświadomił mi, jak ważna jest odpowiednie odżywianie się, mówiąc, że dieta to 70% sukcesu" - wspomina.

W Białymstoku Mariusz trafił po raz pierwszy do prawdziwej siłowni. "Była w piwnicy, czuć było tylko zapach potu i słychać było dźwięk przewalanego żelastwa. Tutaj po raz pierwszy zobaczyłem chłopaków wielkich jak ci w gazetach kulturystycznych. W tej siłowni mogłem już zasięgnąć fachowych porad, gdyż wielu facetów miało duże doświadczenie w tym sporcie, kilku przygotowywało się do zawodów. Nawet szef siłowni, który miał długi staż treningowy, udzielał rad ćwiczącym - wspomina Mariusz, ale przyznaje, że wciąż popełniał błędy. - Przychodząc w to miejsce, też czułem się jak w domu i spędzałem długie godziny, ćwicząc. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to wcale nie jest dobre".

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij