Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

3


OCEŃ
3.3

Dlaczego tyjemy? 6 powodów otyłości

Od dawna podejrzewałeś, że Twoja waga zależy nie tylko od Twoich starań? Coś może być na rzeczy. Tu znajdziesz naukową grupę wsparcia, ale to nie oznacza, że teraz możesz bezkarnie się obżerać. Nauka tłumaczy, nie usprawiedliwia. 

Marek Alchimowicz 2015-02-06
Dieta: 6 powodów otyłości fot. Corbis

Widmo otyłości krąży nad światem. Doktor David B. Allison, dyrektor Nutrition Obesity Research Center na University of Alabama w Birmingham, mówi: "Problem otyłości staje się coraz bardziej widoczny w każdym kraju na świecie, w którym zbierane są dane na ten temat".

77 % Polaków stwierdziło, że ma odpowiednią wagę: do nadwagi przyznało się 20%, a do otyłości 1%.

Dotyczy on nawet rolniczej części Chin, gdzie czynniki powszechnie podejrzewane o powodowanie otyłości, czyli śmieciowe jedzenie, gry komputerowe itp., raczej nie występują. Krytykom zachodniego jedzenia i stylu życia bardzo trudno to zjawisko wyjaśnić.

Jeszcze trudniej wyjaśnić drugi fenomen – dlaczego znacząco tyją nie tylko ludzie? W badaniu przeprowadzonym w 2011 roku Allison i jego współpracownicy przeanalizowali zmiany w wadze 24 populacji różnych gatunków ssaków na przestrzeni kilku dziesięcioleci.

Przebadali 20 000 osobników – od szympansów, przez domowe psy i koty z obszaru całego kraju, po dzikie norweskie szczury i ich laboratoryjnych kuzynów. Okazało się, że z każdym pokoleniem waga osobnicza zwiększała się. Przy czym prawdopodobieństwo takiej sytuacji bez wpływu czynników zewnętrznych na badaną grupę wynosi 1 na 1 200 000.

Allison dodaje: "Wydaje się więc, że muszą istnieć inne czynniki powodujące tycie niż tylko marketing produktów żywnościowych, spadek aktywności ludzi i zmiany zachodzące w stylu życia". Badania ujawniają coraz to nowych wrogów w walce o szczupłą sylwetkę, którzy, być może, nie odpowiadają za każdy przypadek nadwagi, ale – naszym zdaniem – warto przyjrzeć im się z bliska.

 

Otyłość wśród zwierząt fot. Shutterstock

1. Podejrzenie: więcej dwutlenku węgla

W 2012 roku doktor Arne Astrup, znany badacz otyłości z uniwersytetu w Kopenhadze, przekonywał, że musi istnieć jeden wspólny czynnik środowiskowy, który powoduje, że tyją nie tylko ludzie, ale także zwierzęta. Dieta, źródło utrzymania, dostęp do zdobyczy techniki czy opieka zdrowotna różnią się znacząco w poszczególnych krajach, ale powietrze, którym oddychamy, już znacznie mniej...

Śledztwo:

Przez miliony lat stężenie dwutlenku węgla na Ziemi wahało się między 180 a 300 części na milion (ppm). Jednak w maju zeszłego roku badacze z National Oceanic and Atmospheric Administration ogłosili, że średni dzienny poziom stężenia tego gazu wzrósł do 400 części na milion.

To najwyższe stężenie CO₂ od przynajmniej 3 milionów lat. Co więcej, liczba ta rośnie równocześnie z obwodem pasa mieszkańców naszej planety. Według dr Astrupa, równoczesny wzrost wartości obu wskaźników to coś więcej niż tylko zbieg okoliczności.

Wierzy, że istnieje między nimi związek przyczynowo - skutkowy, a fizjologia zdaje się potwierdzać tę tezę. Im więcej CO₂ bowiem wdychamy, tym kwaśniejsza staje się nasza krew, a ta reakcja pobudza z kolei aktywność neuronów oreksynowych – komórek mózgu wyjątkowo wrażliwych na zmiany w kwasowości krwi.

Nazwa "oreksyna" pochodzi od greckiego słowa "apetyt", co jest trafnym określeniem dla komórek nerwowych rozpalających naszą chęć jedzenia. Im szybciej neurony te działają, tym więcej podświadomych impulsów skłaniających nas do jedzenia otrzymujemy.

Co na to biegli?

Wielu uważa, że hipoteza ta jest zbyt nieprawdopodobna, by mogła być prawdziwa, jednak inne badania także potwierdzają zależność większego spożywania kalorii od zwiększonego stężenia dwutlenku węgla.

Co więcej, wielu z nas spędza większość czasu w zamkniętych, biurowych lub sklepowych pomieszczeniach, a tam stężenie CO₂ jest jeszcze większe niż na zewnątrz. Jeżeli teza dr. Astrupa okaże się słuszna, rozwiązanie problemu otyłości może okazać się zupełnie inne niż obecnie zakładamy.

 

Suplementacja witamin: co, kiedy i z czym brać fot. Shutterstock

2. Podejrzenie: codzienna chemia

Współczesny świat pełen jest syntetycznych związków i toksyn, z którymi nasi przodkowie nigdy nie mieli do czynienia. O ich szkodliwości napisano tomy, ale teza, że mogą być odpowiedzialne za tycie, stała się popularna po tym, jak doktor Bruce Blumberg, biolog rozwojowy z UC Irvine, w swoim badaniu opublikowanym w czasopiśmie "Endocrinology" użył terminu "obesogen", czyli gen otyłości (obesity to po angielsku otyłość). Blumberg wyjaśnia: "Mówiąc prosto, obesogeny to substancje chemiczne, które powodują, że ludzie i zwierzęta tyją".

Śledztwo:

Od czasu publikacji Blumberga wyodrębniono przynajmniej 20 składników, które poprzez interakcję z funkcjami hormonalnymi powodują gromadzenie się tłuszczu w organizmie – stąd termin "egzogenne związki endokrynne" (lub substancje zaburzające funkcjonowanie układu hormonalnego).

Na przykład bisfenol A (BPA) i ftalany – oba związki znajdują się w plastiku – oraz związki tributylocyny (TBT) – silne substancje stosowane do zwalczania drobnoustrojów, znajdujące się w wielu rzeczach – od środków konserwujących drewno, przez farby do malowania łodzi, po systemy nawadniające w zakładach włókienniczych.

Myszy poddane w macicy działaniu zaledwie kilku części TBT na miliard rosły dużo grubsze niż inne płody otrzymujące tę samą ilość pożywienia i ruchu. To nie wszystko – Blumberg zauważył, że gdy te grube myszy dorastały i rozmnażały się, przekazywały swoją nadwagę potomstwu. Z kolei drugie pokolenie gryzoni przekazywało tę tendencję również swoim dzieciom, które nigdy nie miały kontaktu z TBT.

Co na to biegli?

Inne badania pokazują, że wiele znanych lekarstw – na depresję, nadciśnienie, alergie i stany zapalne – mogło spowodować, że miliony pacjentów przybrało na wadze. Np. rozyglitazon (lepiej znany diabetykom pod handlową nazwą Avandia i cztery lata temu wycofany z europejskiego rynku) jednoznacznie powodował zwiększenie wagi i wzrost tkanki tłuszczowej.

Istnieją dowody, że wiele podobnie szkodliwych składników może przedostawać się do naszej wody pitnej z oczyszczalni ścieków. Na przykład w Filadelfi i dyrekcja wodociągów ogłosiła, że w wodzie płynącej z kranów znaleziono 56 składników leków i ich produktów ubocznych.

Z kolei w wodzie dostępnej 18,5 mln mieszkańców południowej Kalifornii znaleziono leki przeciwpadaczkowe i przeciwlękowe. W Polsce niczego takiego nie znaleziono, ale może nie szukano?

 

Czy wiesz, co jesz: baton Snickers pod lupą fot. Shutterstock

3. Podejrzenie: podstępne produkty

Dzisiaj jedzenie jest nie tylko łatwiej dostępne, ale również tak przetworzone, że nasi przodkowie uznaliby je za niejadalne. Dziczyzna, owoce leśne i uprawy roślinne zostały zastąpione częściowo uwodornionymi olejami, syropem kukurydzianym o wysokiej zawartości fruktozy i genetycznie zmodyfikowanymi zbożami. Nie mówiąc już o wszelkiego rodzaju batonikach i ciasteczkach.

Śledztwo:

Genetyka może utrudniać walkę o wagę, ale nie skazuje na otyłość.

Coraz więcej dowodów zdaje się potwierdzać, że przynajmniej część produktów zapełniających półki supermarketów może przyczyniać się do naszego obżarstwa.

Dla przykładu – podczas niedawnych eksperymentów na zwierzętach naukowcy z Narodowego Instytutu Zdrowia odkryli, że olej sojowy i inne oleje roślinne powszechne w zachodniej diecie powodują, że mózgi myszy laboratoryjnych produkują dodatkowe endokannabinoidy – naturalne substancje podobne do tych znajdujących się w marihuanie i zwiększających łaknienie.

Jeden ze składników tych olejów – kwas linolowy – działał na gryzonie w ten sposób, że ich mózgi "zacinały się" na czynności jedzenia. W innych badaniach uczeni z University of Texas Health Science Center w San Antonio odkryli, że ludzie o normalnej wadze, którzy często pili dietetyczne (0 kalorii) napoje gazowane, dwukrotnie częściej narażeni byli na ryzyko nabawienia się nadwagi lub otyłości w ciągu 7-8 lat niż ci, którzy takich napojów unikali.

Kolejne badanie, przeprowadzone na Purdue University, wykazało, że sztuczne słodziki obniżają ilość odpowiedzialnego za zmniejszanie apetytu hormonu GLP-1 w mózgach szczurów, co potencjalnie może wpływać na zwiększenie apetytu.

Nie jest też tak, że duża ilość naturalnego cukru pobudza organizm do lepszego spalania kalorii. Szczególnie widoczne jest to w przypadku fruktozy – naturalnego cukru w słodzonych napojach. Podczas badania opublikowanego w 2013 roku w "Journal of the American Medical Association" badacze z Yale przeanalizowali 20 ochotników, aby ocenić wpływ dwóch napojów na ich mózgi. Jednym z nich była czysta glukoza, drugim – czysta fruktoza.

Wyniki były następujące: glukoza obniżyła przepływ krwi do obszaru mózgu odpowiedzialnego za apetyt, co skutecznie zmniejszyło łaknienie. W przypadku fruktozy ośrodek mózgu odpowiedzialny za uczucie głodu pozostawał stale pobudzony.

Co na to biegli?

Wszystkie te hipotezy brzmią prawdopodobnie, ale do tej pory nie ma decydującego dowodu na to, że któraś z nich jest słuszna. Możliwe również, że każdy człowiek reaguje inaczej w każdym z tych przypadków. Unikanie jednak przetworzonych produktów w diecie jest działaniem jak najbardziej sensownym.

 

Czy praca Cię zabija? Facet śpiący na biurku fot. Shutterstock.com

4. Podejrzenie: niedobór snu

Od czasu wynalezienia żarówki nasz model życia nieodwracalnie się zmienił. Zapewne najwięcej zmieniło się w kwestii spania, chociaż często fakt ten jest lekceważony.

Walka nocy ze sztucznym światłem – najpierw w postaci żarzącej się żarówki, a obecnie ekranów telewizorów, telefonów i tabletów – doprowadziła do tego, że śpimy znacznie krócej. Na początku XX wieku średnia długość snu wynosiła około 9 godzin, a obecnie tylko 6 godzin i 51 minut.

Śledztwo:

Mogłoby się wydawać, że wydłużenie aktywności w ciągu doby powinno skutkować chudnięciem, a nie tyciem. Jednak badanie przeprowadzone przez National Sleep Foundation w USA wykazało, że 41% osób, które deklarowały niewielką potrzebę snu (6 godzin dziennie w dni robocze) cierpiało na otyłość.

Wśród osób śpiących przynajmniej osiem godzin dziennie odsetek ten wynosił tylko 28%. Inni badacze odkryli kolejne powiązania między skróceniem snu a otyłością u osób w różnym wieku i różnych narodowości. Jednym z wyjaśnień tego zjawiska jest reakcja greliny – hormonu stymulującego apetyt i wydzielanego w żołądku – na deficyty snu.

Gdy śpimy za mało, poziom greliny rośnie. Dodatkowo spada poziom leptyny – hormonu produkowanego przez komórki tłuszczowe w celu zahamowania łaknienia. Dla niedospanych biedaków to miecz obosieczny – grelina domaga się większej ilości pokarmu, a leptyna przysypia i nie hamuje apetytu.

W jednym z klasycznych eksperymentów naukowcy z University of Chicago ograniczyli sen badanym – młodym, zdrowym mężczyznom (średnia wieku 22 lata) do 4 godzin przez dwie kolejne noce. Drugiego ranka ich niedyspozycja nie ograniczała się tylko do zaczerwienionych oczu.

Badania krwi wykazały, że poziom greliny skoczył im do 28%, a poziom leptyny spadł do 18%. W efekcie tych procesów badani mieli większą ochotę na jedzenie, szczególnie wysokoenergetycznych składników pełnych węglowodanów.

Co na to biegli?

Inni badacze potwierdzili kolejny fakt – ograniczenie snu wpływa na zmiany wrażliwości insulinowej. To z kolei przyczynia się do jeszcze większego skoku wagi i może prowadzić do cukrzycy i chorób serca. Staraj się spać 8 godzin, bo nawet jeżeli nie schudniesz, będziesz lepiej i efektywniej funkcjonował. 

 

Kariera: 5 patentów na energetyczną przerwę w pracy fot. Shutterstock

5. Podejrzenie: pułapka komfortu cieplnego

Gdzieś między dygotaniem z zimna a poceniem się z gorąca leży strefa komfortu cieplnego, który każdy z nas chciałby stale odczuwać. Dzięki zdobyczom techniki jest to zazwyczaj możliwe.

Brunatna tkanka tłuszczowa produkuje ciepło, spalając inne tłuszcze. Aktywuje ją zimno i głód, więc nie grzej powyżej 18 stopni i nie jedz dużo.

Uniezależnienie się od temperatury zewnętrznej nadeszło dla ludzi dość szybko – instytuty badawcze podają, że tzw. standard cieplny dla komfortu w czasie zimy w domach wzrósł z 17,8 °C w 1923 roku do 24,5 °C w 1986 r. Letni skwar i zimowy ziąb także odeszły w niepamięć, ale równolegle z nimi wzrosła otyłość mieszkańców żyjących, niezależnie od pory roku, w komforcie cieplnym.

Śledztwo:

Także w tym przypadku wielu badaczy nie wierzy w zbieg okoliczności. "Każdy hodowca świń wie, że aby utuczyć trzodę, trzeba ogrzać ją zimą, a chłodzić latem" – twierdzi dr David Allison. Jak się okazuje, utrzymywanie stałej temperatury ciała wymaga olbrzymiej ilości energii pochodzącej z metabolizmu.

Mieszkając w temperaturze 16 °C, człowiek musi spalić dziennie o 167 kalorii więcej, żeby utrzymać stałą temperaturę ciała, niż gdyby żył w 22 stopniach. Nawet chwilowe zmiany temperatury na niższą powodują aktywację szczątkowych pokładów tkanki tłuszczowej brunatnej, znajdującej się w górnej części klatki piersiowej i szyi.

Na nadwagę może faktycznie działać wiele przyczyn, ale tak z ręką na sercu powiedz: pilnujesz mądrej diety i dużo się ruszasz? Hmm...

Tłuszcz ten spala się (wraz z kaloriami) w procesie zwanym przez fi zjologów termogenezą bezdrżeniową, charakterystyczną dla osobników stałocieplnych. Dr Emily Dhurandhar z Birmingham Nutrition Obesity Research Center na University of Alabama tak wyjaśnia analogiczny proces przy wysokiej temperaturze:

"Gdy jest gorąco, jemy nie tylko produkty mniej kaloryczne, ale w ogóle jemy mniej. Gdy temperatura ciała rośnie o 1,1 °C, tempo przemiany materii wzrasta o 7-17 procent". Nic dziwnego, że chudniemy podczas gorączki.

Co na to biegli?

Byłoby chyba naiwnością sądzić, że przeprogramowanie domowych termostatów przełoży się bezpośrednio na utratę wagi. Tym bardziej że dla wielu ludzi obniżenie temperatury zewnętrznej oznacza większe zapotrzebowanie na kaloryczne jedzenie i w konsekwencji wzrost tkanki tłuszczowej.

Z drugiej jednak strony zmniejszenie temperatury w mieszkaniach może i tak wyjść na dobre: jeżeli nawet Twoja waga nie spadnie, to rachunki za grzanie – tak.

 

Wirus AD - 36 fot. Shutterstock.com/2015

VI. Podejrzenie: wirus AD - 36

Od gorączki do kichania, od zapalenia spojówek po bóle – za te i wiele innych objawów odpowiedzialne są drobnoustroje. A teraz wyobraź sobie, że do listy symptomów dochodzi kolejny – niekontrolowane tycie.

Śledztwo:

We wczesnych latach 90. ubiegłego stulecia dr Nikhil V. Dhurandhar, profesor na Pennington Biomedical Research Center w Baton Rouge, wysnuł teorię, że AD-36, wirus oskarżany o powodowanie u ludzi infekcji oddechowych i biegunki, ma wpływ również na tycie.

Najpierw udowodnił on, że zamierzone infekcje kurczaków, myszy i szczurów, a także małp naczelnych, takich jak marmozety, skutkują zwiększeniem ich wagi. Oczywiście celowe zarażanie ludzi tylko po to, by sprawdzić, czy przytyją, jest nieetyczne, dlatego w 2005 roku Dhurandhar, Richard Atkinson i ich współpracownicy spróbowali innej metody.

Przebadali 502 osoby o różnej wadze, żeby sprawdzić, które z nich mają przeciwciała wirusa AD-36 – czyli znaku, że byli wcześniej chorzy. Wśród otyłych badanych pozytywny wynik miało 30% grupy, czyli prawie trzykrotnie więcej niż szczupli uczestnicy testów.

Drugi etap eksperymentu polegał na przebadaniu wagi 89 par bliźniaków. U 28 par osiągnięto różne wyniki osobnicze – jeden z bliźniaków wykazywał obecność przeciwciał, podczas gdy drugi ich nie miał. Osoby z przeciwciałami okazywały się mieć znacząco wyższy wskaźnik BMI oraz ilość tkanki tłuszczowej niż ich rodzeństwo bez przeciwciał.

Od czasu tego eksperymentu teza dotycząca AD-36 zyskuje kolejne potwierdzenia. W metaanalizie opublikowanej w 2012 roku badacze z University of Tokyo prześledzili 10 niezależnych badań nad AD-36.

Okazało się, że BMI osób mających przeciwciała tego wirusa było średnio o 3,2 punkta wyższe niż niezarażonych. Tym samym pierwsza grupa była dwukrotnie bardziej narażona na nadwagę niż druga.

Co na to biegli?

Pozytywny wynik testu na wirusa AD-36 nie oznacza, że jesteś skazany na otyłość, ale faktycznie może wyjaśniać, dlaczego jest Ci trudniej utrzymać właściwą wagę. To samo dotyczy genów otyłości, których posiadanie nie oznacza, że się koniecznie uaktywnią.

Badacze z Harvardu odkryli, że ludzie z jednym z powszechnych genów otyłości są w stanie równoważyć jego działanie dzięki diecie wysokobiałkowej (w 25% składającej się z produktów białkowych).

A badanie przeprowadzone w laboratorium Lawrence Barkley National pokazało, że biegacze, którzy zwiększą przebiegany dziennie dystans z 3 do 6 kilometrów, są w stanie ograniczyć wpływ genów na BMI o jedną trzecią.

Departament Statystyk MH podaje:

21% mężczyzn w Polsce jest otyłych.

40% mężczyzn w Polsce ma nadwagę.

6 miejsce w Europie zajmują Polacy z powodu otyłości.

147 kg - tyle owoców i warzyw rocznie zjada statystyczny Polak.

75,5 kg - tyle mięsa zjedliśmy zeszłym roku, ale w tym samym czasie Czesi zjedli 110 kg, a Niemcy 120 kg.

42 kg cukru zjada rocznie statystyczny obywatel RP.

2% -  tylko tulu Polaków zjada zalecane 5 porcji warzyw i owoców dziennie.

Jeśli czujesz, że zaliczasz się do 40% polskich mężczyzn, którzy cierpią na nadwagę lub po prostu chcesz zrzucić zbędny balast, musisz poznać zasady rządzące Twoją przemianą materii. Oto 4 fakty, które możesz wykorzystać w walce o lepszą sylwetkę.

MH 11/2014

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    <br /><br /><a href="/dieta/Dieta-6-powodow-otylosci,5851,1"></a> http://www.menshealth.pl/dieta/Dieta-6-powodow-otylosci,5851,1 Szkoda, że w artykule zapomniano wspomnieć o dwóch najważniejszych i najbardziej podstawowych przyczynach otyłości - o diecie wysokowęglowodanowej i o zbożu.
    ~Leif, 2015-02-07 16:00:17
  • avatar
    zgłoś
    Od dawna podejrzewałeś, że Twoja waga zależy nie tylko od Twoich starań? Coś może być na rzeczy. Tu znajdziesz naukową grupę wsparcia, ale to nie oznacza, że teraz możesz bezkarnie się obżerać. Nauka tłumaczy, nie usprawiedliwia.<br /><br /><a href="/dieta/Dieta-6-powodow-otylosci,5851,1"></a>
    Mens Health, 2015-02-06 13:16:40
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij