Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Co kryją przed nami etykiety?

Być może saper myli się tylko raz, ale Ty – na zakupach – mylisz się wielokrotnie. Ze stratą dla zdrowia, smaku i portfela. Zobacz, co zrobić, by nie paść ofiarą spożywczych naciągaczy i następnym razem być niczym maszyna rozszyfrowująca etykiety.

Marek Alchimowicz 2015-10-08
etykiety, żywność fot. Wiesław Jurewicz

Konserwy

Nie są takie złe, jak można by sądzić. Pod warunkiem że omija się szerokim łukiem pasztety i mielonki za 3 zł, bo ich skład jest straszny, i sprawdza się na etykiecie, czy w środku nie ma bisfenolu A i ftalanów, które często są i trują. Generalnie: im procentowo więcej mięsa czy ryby w puszce, tym mniej miejsca na zapychacze.

1. In etykietos veritas

Powiedzieć to trzeba otwarcie i głośno: fałszowanie lub inne sztuczki wyrabiane ze sprzedawanym nam jedzeniem, by zarobić kilka złotych więcej, jest czynem obrzydliwym i haniebnym. Taka np. sól drogowa, wciskana nam jako spożywcza, wyklucza osobników nią handlujących nie tylko z kręgu ludzi uczciwych, ale i z każdego innego kręgu. O ile jest to łajdactwo, przed którym ciężko się ustrzec, to istnieją łajdactwa mniejsze, które łatwiej wykryć. Wystarczy czytać etykiety.

Producenci mają obowiązek podawać listę użytych składników w kolejności ich występowania: od największego do najmniejszego. Gdy więc zobaczysz np. napis "malinowy", a maliny będą na szarym końcu listy, odstaw produkt na półkę. Zwracaj też uwagę na wykaz minerałów i witamin oraz pokrycie dziennego zapotrzebowania, które często pojawia się przy składzie – wybieraj te produkty, które mieszczą się w przedziale 5-20%.

Zwracaj zwłaszcza uwagę na zawartość sodu, który zatrzymuje wodę w organizmie i podnosi ciśnienie – unikaj produktów mających go więcej niż 150-200 mg. Rzuć też okiem na błonnik i szukaj 2 g lub więcej na porcję. 

2. Nie ufaj lajtom

Light to częste oznaczenie na opakowaniu, które ma nas zachęcić do zakupu ze względu na obniżoną zawartość tłuszczu. To prawda, tłuszczu jest mniej, ale dopiero etykietka powie nam całą prawdę. Żeby nadrobić smakowe niedostatki wynikające z mniejszej ilości tłuszczu, producenci dorzucają cukier w różnych postaciach: glukozy, fruktozy, dekstrozy, syropu glukozowego, sacharozy czy maltozy. Finał jest taki, że często produkty „light” zawierają więcej tuczących cukrów, niż ich odpowiedniki z pełną zawartością tłuszczów. Taka sztuczka 

etykiety, żywność fot. Wiesław Jurewicz

Sery żółte

Kanapka z serem i wędliną to klasyczny polski zestaw śniadaniowy, drugośniadaniowy lub kolacyjny. Nie komentujemy, nie osądzamy – pokazujemy, jak kupować ser, by kupić prawdziwy. Nie mamy, jak Francja, kilkuset serów, tylko kilkadziesiąt, a i tak fałszują je nam na potęgę. Nawet nasz zastrzeżony, oryginalny oscypek, mogący być w sprzedaży jedynie między majem a październikiem (kiedy się go produkuje), jest w sklepach cały rok na półkach.

Po pierwsze, zapomnij o serze za 14 zł kg. To nie jest ser. By wyprodukować 1 kg sera, trzeba ok. 12 l mleka, to z kolei w skupie kosztuje ok. 1 zł, czyli...? Tajemnica ukryta jest jak zawsze na etykietce i nazywa się lecytyna sojowa, olej palmowy lub tłuszcz roślinny, białko sojowe, regulatory kwasowości i karagen. Według prawa UE są to produkty seropodobne, ale nasi mają to w nosie i handlują jak prawdziwym.

A ten prawdziwy ma mieć w składzie mleko, bakterie kwasu mlekowego, sól i podpuszczkę - roślinne tłuszcze go dyswalifi kują. Na opakowaniu dobrego sera znajdziesz grafi czną elipsę, a w niej symbole mleczarni, w której go wyprodukowano, znaki PL i WE (Wspólnoty Europejskiej) i tym się kieruj przy zakupie. Bo naprawdę dobry ser to świetna sprawa.

3. Nie jesz reklam, tylko produkty

Na mnie reklama nie działa – słysząc takie zdanie, pracownicy agencji reklamowych i ich klienci tracą ze śmiechu przytomność. Na wszystkich działa, ale co innego zainteresować, a co innego ogłupiać. „Naturalne”, „ekologiczne”, „z najczystszych lasów i jezior” – każdy z nas słyszał po stokroć w telewizji, ale tu znowu etykietka przychodzi nam z pomocą.

Jeżeli nie znajdziemy tam certyfikatów podpisanych Agro Bio Test, Ekogwarancja, Biocert, Bioekspert lub PNG, to produkt ma tyle wspólnego z ekologią, co my z pismem „Strażnica”. Częstym chwytem jest też chwalenie się nieobecnością składników, których przepisy UE i tak zakazują dodawać, więc powodów do producenckiej chwały specjalnie nie ma.

4. Ile czego w 100 gramach

Trzeba przyznać, że pomysłowość cwaniaków od zbiorowego żywienia ciągle zaskakuje. Producenci słodyczy i przekąsek często w ogóle nie podają wartości odżywczych i kalorii (z braku miejsca na opakowaniu), podając jedynie skład (do czego są zobowiązani). I tu ich mamy! Jeżeli widzisz dużo mąki pszennej lub kukurydzianej, olej palmowy, dużo pszenicy, kukurydzy, syrop glukozowo-fruktozowy i kilka E – wiej.  

etykiety, żywność fot. Wiesław Jurewicz

Parówki

Czytać, czytać i czytać, bo z parówkami nigdy nie wiadomo. Niektóre mają ponad 90% mięsa, inne, uwierzcie, nie mają go w ogóle lub kilka procent. Te ostatnie mają za to zapisane na etykiecie tajemnicze skróty MOM lub MDOM (co oznacza mięso oddzielane mechanicznie) i naprawdę nie chcesz wiedzieć, co się za tym kryje. Szukaj parówek, które mają minimum 80% mięsa – zazwyczaj będą w prawdziwym jelicie i kosztują minimum 20 zł za kg.

Pieczywo

Skład dobrego chleba, który każdy pamięta z wakacji na wsi, to mąka, zakwas, woda i sól. Koniec. I tak powinno zostać, ale nie zostało. Pieczywo szpikuje się wszystkim (barwnikami, polepszaczami, konserwantami) i jeszcze używa się podłej mąki. A te najzdrowsze, które są zaznaczone na etykietach, powinny zaczynać się od numeru 2000, nie 450.05

5. Substancje dodatkowe

Najsłynniejsze z nich oznaczone są symbolem E z liczbą i budzą największe kontrowersje. Często bardzo uzasadnione.

E od 100 do 199: Są wśród nich barwniki naturalne, których nie musimy się obawiać, ale są też syntetyczne (od E 163 w górę), których alergicy powinni unikać.

E od 200 do 299: Grupa wyłącznie syntetycznych konserwantów chroniących przed pleśnią, grzybami itp. Warto szczególnie uważać na E 210, 211 i 220, ale też postawić pytanie: na cholerę nam szynka z 6-miesięcznym terminem trwałości?

E od 300 do 399: To antyoksydanty zabezpieczające przed jełczeniem. Uwaga na E 320 (chipsy!), bo syntetycznie tuczy jak diabli.

E od 400 do 499: Raczej nieszkodliwe zagęstniki, ale wątpliwości budzi E 420 (sorbitol) w gumach do żucia, i żelkach.

E od 500 do 599: Raczej niegroźne substancje przeciwzbrylające.

E od 600 do 699: Wzmacniacze smaku. Glutaminian sodu (E 621) brzmi znajomo?

E od 900 do 1299: Dosładzacze, w tym wątpliwy aspartam (E 951).

E od 1300 do 1451: Modyfikowane, kwasami lub zasadami, skrobie pełniące funkcję zagęszczacza.

6. Zmień nawyki

Zakupy robimy często odruchowo, bardziej patrząc na porfel niż na korzyści zdrowotne czy smakowe. Jasne, każdy ma jakieś swoje przyzwyczajenia lub sentymenty, ale to jeszcze nie jest powód, by robić fałszywe oszczędności, jadać codziennie pasztetową i dawać się narzynać drobnym cwaniaczkom. Produkty, których będziesz długo używał (np. oliwy, oleje, mąki, przyprawy, itp.), kupuj dobrej jakości. Ich cena rozłoży się na tygodnie lub miesiące, a smak potrafi odmienić każdą potrawę.

Patrz nie tylko na datę ważności do spożycia (bo patrzysz, prawda?), ale na składniki z etykietki. Kiedy kupujesz u sprzedawcy produkty na wagę, pamiętaj, że musi Ci on pokazać, jeżeli poprosisz, wydrukowany skład wyrobu i nazwę producenta. Korzystaj z promocji (przecenia się często jakiś markowy produkt, wiedząc, że oprócz niego kupisz jeszcze parę innych w normalnej cenie), ale pamiętaj, że dobry wyrób swoje musi kosztować, bo jakość wymaga pracy i kosztów.

Nie kupuj paczkowanego, zmielonego mięsa (bardzo często ma w środku konserwanty – sam sprawdź na etykiecie), tylko na stoisku mięsnym wybierz kawałek i poproś o zmielenie. Zabierze to kilka minut więcej, ale dla zdrowia i smaku warto. Ciabatty i bagietki z hipermarketów mają swój urok, ale do zdrowia im daleko i tak dalej, i tak dalej. To nie są żadne kuchenne rewolucje – to po prostu zdrowy rozsądek

7. Czytaj ze zrozumieniem

Oczywiście, gdyby etykietki były oznakowane różnymi kolorami, byłoby dużo łatwiej. Zielona, jedz spokojnie; niebieska, da się; żółta, na własną odpowiedzialność; czerwona, dzwoń 112; czarna, oddaj fartucha. Ale tak nie jest. Niektóre są opisem tajemnej wiedzy kapłanów egipskich i bez pomocy nie da się ruszyć. Szukaj na www.czytamyetykiety.pl, gdzie odszyfrowano ponad 3000 etykietek, lub w fundacji www.almapokochajzycie.pl.

MH 04/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Być może saper myli się tylko raz, ale Ty ? na zakupach ? mylisz się wielokrotnie. Zobacz, co zrobić, by nie paść ofiarą spożywczych naciągaczy i następnym razem być niczym maszyna rozszyfrowująca etykiety.<br /><br /><a href="/dieta/Klient-na-polu-minowym-co-kryja-przed-nami-etykiety,7283,1"></a>
    Mens Health, 2015-10-21 10:52:20
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij